Sukces rodzi się w bólach
| Strefa kibica - Felieton |
Stuart Pearce objął stery menedżera Manchesteru City 11 marca 2005 roku zostając sukcesorem samego Kevina Keegana.Swoją pracę na City of Manchester Stadium rozpoczął od gromkich słów pod adresem piłkarzy, iż sezon się jeszcze nie skończył i jest wiele do wygrania a co najważniejsze oczekuje od nich wiele zaangażowania i walki.
Słowa wyzwoliły w drużynie ducha walki bowiem co niektórzy piłkarze podkreślali w wywiadach, iż potrzebowali menedżera, który potrafi przedstawić wizję gry, oraz stawia wysokie wymagania.
Od słów piłkarze przeszli do czynów bowiem pod wodzą Pearce'a City zanotowało serię ośmiu spotkań bez porażki i niemal zakwalifikowało się do rozgrywek Pucharu Uefa. To co 7 marca było niemożliwe 15 maja było na wyciągnięcie ręki a ściślej mówiąc zależało od trafienia z jedensatu metrów do bramki przeciwnika. Finał wszyscy znamy.
Dziś, na niespełna dwa tygodnie przed pierwszym gwizdkiem nowego sezonu, Pearce stoi przed znacznie trudniejszym zadaniem. Owszem, drużynę zna od podszewki, jednakże jako osoba autorytatywna a przede wszystkim dowódca Pearce nie jest już "tylko" trenerem obrońców czy tymczasowym menedżerem a decyduje obecnie o być albo nie być poszczególnych piłkarzy na CoMS.
Zmiany w kadrze, odejście S. McManamana, J. Mackena, P. Bosvelta, M. Bischoffa, K. Stuhr-Ellegarda a przede wsyzstkim S. Wright-Phillipsa i pozyskanie tylko dwóch graczy do tego napastników (D. Vassell oraz A. Cole) daje teoretycznie mniejsze pole popisu dla menedżera.
Na domiar złego doszły kłopoty dyscyplinarne J. Bartona a także kontuzje R. Fowlera, N. Weavera, N. Onuohy, A. Sibierskiego i R. Dunne'a a także czerwona kartka wykluczająca S. Jihaia na trzy pierwsze spotkania znacznie ograniczają pole manewru niezwykle ambitnemu menedżerowi.
Nie ulega wątpliwości, iż Pearce bardzo aktywnie spędzał letni okres między rozgrywkami. Podróżował, podglądał pracę w innych klubach a także szukał i rozmawiał z zawodnikami, którzy mieliby wzmocnić kadrę pierwszego zespołu. Niestety, uwiązane ręce (brak pieniędzy na zakupy) nie pozwoliły ściągnąć w najlepszym do tego momencie interesujących go piłkarzy.
Dopiero sprzedaż SWP pozwoliła namówić do gry na Eastland dwóch nowych graczy.
Pearce przeżywał zatem trudny okres. W towarzyskich spotkaniach musiał postawić na młodzież, która zdała egazmin na "cztery" a to może nie wystarczyć na Premiership.
Po tak fantastycznym finiszu poprzedniego sezonu oczekiwania i apetyty kibiców są ogromne. Serie ośmiu meczów bez proażki są nie tyle oczekiwane co wręcz wskazane. Pearce niezwykle ceni sobie relacje z fanami i ich rolę w klubie. Chciałby zająć miejsce w pierwszej czwórce ewentualnie siódemce i jak najdalej zajść w pucharowych rozgrywkach na Wyspach.
Nie ulega wątpliwości, iż przed Stuartem Pearce'm stoi nie lada wyzwanie - 38 ligowych spotkań oraz krajowe rozgrywki pucharowe a konkretnie: 10 miesięcy odpowiedzialności za prowadzenie drużyny, ponad 40 wspólnych odpraw po i przed spotkaniem, około 300 dni wspólnych treningów i rozmów, prawie 3500 godzin na wykonanie dobrej pracy czyli ponad 211.000 minut, w których wiele naprawdę wiele się wydarzy.
Weryfikacja teoretycznie będzie bardzo prosta i określona jedną cyfrą - pozycją w tabeli w Maju 2006 roku.
good luck Stu!!
Ps. Ponoć sukces rodzi się w bólach.
Autor: bart ( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. )
| « poprzednia | następna » |
|---|





















