Wyprawa do futbolowej Mekki
| Strefa kibica - Felieton |
Wyprawa do futbolowej Mekki, czyli na City of Manchester Stadium, jest zwieńczeniem marzeń każdego fana City. W ubiegłym miesiącu wraz z kolegą Schmeichelem spełniliśmy swój obowiązek i wybraliśmy się na mecz Premiership Manchester City - Newcastle United.Wszystko zaczęło się, gdy pewnego letniego popołudnia jeden z najzagorzalszych fanatyków The Citizens - wspomniany już przeze mnie - Schmeichel pochwalił się, że właśnie dopina swój wyjazd na CoMS.
Szybko podłapałem temat i jeszcze w tym samym tygodniu zarezerwowałem sobie bilet lotniczy z Warszawy do Liverpoolu. Tak, tak do Liverpoolu. Otóż mieliśmy zatrzymać się u znajomego Schmeichela z młodzieńczych lat, który obecnie mieszka w mieście Beatlesów.
Przed wyjazdem towarzyszyło mi wiele obaw. W końcu jechałem do obcego kraju do kolegi kolegi. A bilety załatwiał nam inny kolega kolegi (tym razem Kevin, brytyjski znajomy Barta). W razie gdyby coś poszło nie tak jak sobie zaplanowałem to zostałbym jedynie ze setką funtów w kieszeni i żałosnym angielskim jaki zdołano mi wbić do głowy w liceum.
Jednak wszelkie moje obawy okazały się zbyteczne. Ludzie, którzy nas gościli w Anglii (Michałów dwóch, Omar i Laura) okazali się fantastyczni i zawszę będę ich ciepło wspominał.
Dzień po przylocie, w piątek, udaliśmy się na zwiedzanie stadionu, muzeum i oczywiście nie zapomnieliśmy o zakupach w sklepie City. Pierwsza rzecz jaką zrobiliśmy to zakup nowych modeli błękitnych koszulek w których następnie paradowaliśmy po arenie na której zostanie rozegrany finał pucharu UEFA w 2008 roku.
Po krótkiej, ale za to obfitującej w wiele wrażeń, wizycie w klubowym muzeum nastąpił czas na zwiedzanie przepięknego City of Manchester Stadium pod okiem sympatycznego przewodnika. Grupa spragnionych informacji kibiców City była dość liczna i składała się z międzynarodowego towarzystwa. Byli tam m.in. członkowie jednego z najliczniejszych stowarzyszeń fanów MC w Europie, czyli obywatele Norwegii.
Moment w którym przed oczami ukazały się olbrzymie trybuny na których roiło się od błękitnych krzesełek jest niestety niemożliwy do opisania. Każda próba przelania tych wszystkich uczuć, które się w wtedy kłębiły w mojej głowie kończyła się niepowodzeniem. Mam nadzieję, że rewelacyjne fotografie, na których Schmeichel uwiecznił CoMS, choć w niewielkiej części oddadzą niesamowitość chwili, której wtedy doświadczyliśmy. Gdy jeszcze nie zdążyliśmy ochłonąć z wrażeń związanych z ujrzeniem CoMS, została nam zaserwowana kolejna dawka emocji. Szatnie zawodników, pomieszczenia dla vipów, liczne restauracje na stadionie, pokój do rozgrzewki przed meczem czy liczne korytarze, na których widniały rozmaite zdjęcia związane z City to tylko niektóre przysmaki, które zaserwował nam przewodnik.
Na koniec tego dnia posiedzieliśmy jeszcze w klubowej kawiarence, delektując się chwilami, które na zawsze pozostaną w naszych sercach. Stadion, na którym rozgrywają swoje spotkania nasi ulubieńcy zrobił na nas tak kolosalne wrażenie, że później nawet widok Goodison Park czy legendarnego Anfield Road nie wywoływał w nas większych emocji.Następny dzień - sobota. Ulubiona część tygodnia każdego kibica angielskiej Premiership. Mimo potwornego wiatru i co chwila padającego deszczu, można ten dzień uznać za idealny. Gdy udało nam się odebrać bilety od Kevina wiedzieliśmy, że już nic nie może nam popsuć dnia.
Po wejściu na puste jeszcze trybuny i zrobieniu setek fotek, delektowaliśmy się każdą przedmeczową minuta. Skrupulatne obserwowanie rozgrzewki naszych pupili oraz patrzenie jak stopniowo zapełniają się trybuny spowodowało, że czas biegł nam szybko, zdecydowanie za szybko.
Tuż przed pierwszym gwizdkiem Kevin przyniósł nam flagę, na której podpisał się nam Corradii. Dzięki temu, Włoski napastnik, który nie budził w nas sympatii zanotował wielkiego plusa, który przekształcił się w gorący doping podczas jego wejścia na plac gry.
Mecz był dość wyrównany z delikatnym wskazaniem na City. Jednak pod koniec spotkania Sroki mogły strzelić nam bramkę, jednak wyśmienita postawa Weaver'a oraz Dunn'a uratowała nasz zespół od porażki. Na wielkie brawa zasługują również kibice gości, którzy byli wyśmienicie zorganizowani i w początkowej części meczu byli bardzo dobrze słyszalni. Jednak gościnność kibiców odzianych w błękitne koszulki nie trwała długo. Gromkie Come on City, co jakiś czas pokazywało kto rządzi na CoMS.
Gdy mecz dobiegł końca, pozostaliśmy jeszcze przez jakiś czas na swoich miejscach i gdy inni opuszczali już stadion, my nie chcieliśmy się z nim rozstawać. Stojąc przy schodach i słysząc jeszcze doping kibiców w mojej głowie, przyrzekłem sobie, że jeszcze kiedyś wrócę na City of Manchester Stadium...
by Przemo25
| « poprzednia | następna » |
|---|






















Komentarze